Oszuści znaleźli sposób, by fałszywe numery infolinii pojawiały się w wynikach wyszukiwania Google, także w podsumowaniach generowanych przez sztuczną inteligencję. Włamują się na strony uniwersytetów, urzędów czy fundacji i umieszczają tam specjalnie przygotowane pliki PDF. Podróżni, którzy zadzwonią pod taki numer, mogą stracić tysiące dolarów.

Jak działa ten schemat

Przestępcy szukają witryn z dużym zaufaniem w oczach wyszukiwarki, zwłaszcza domen .edu i .gov, które algorytm Google traktuje jako wiarygodne. Gdy uda im się włamać na taką stronę, wgrywają pliki PDF naszpikowane słowami kluczowymi i fałszywymi numerami „obsługi klienta”. Dokumenty są pisane pod roboty indeksujące, a nie pod ludzi. Często nie widzą ich nawet administratorzy serwisu, a treść bywa bezsensowna, co jednak nie przeszkadza algorytmom.

Autorka oryginalnego tekstu, rzeczniczka praw konsumentów współpracująca z portalem The Points Guy, sprawdzała zapytania o zwroty i zmiany lotów w kilku dużych liniach. Jak opisuje, w wynikach często pojawiały się pliki z serwisu Rutgers University. Znalazła też fałszywe numery podpięte pod strony innych instytucji, w tym amerykańskiego urzędu rządowego, a nawet pod stronę hostowaną przez samego Google. Fałszywy numer widziała m.in. przy zapytaniach o Swiss, Royal Caribbean i Expedia.

Historia jednej z poszkodowanych

Marcia Hannon organizowała zmiany lotów dla sześciorga starszych podróżnych lecących z Bostonu do Genewy przez Zurych. Linia zmieniła jeden z lotów, przez co przesiadka stała się zbyt krótka. Numer podany na biletach był nieczynny, a czat na stronie przewoźnika wskazywał 47 osób w kolejce. Po ponad godzinie czekania Hannon wyszukała pomoc w Google i zadzwoniła pod wyświetlony numer.

Rozmówca obiecał zmienić bilety i zwrócić pieniądze za stare, a następnie poprosił o podpisanie formularza autoryzacji karty. Dokument przyszedł e-mailem z logo linii. Zaraz po jego odesłaniu American Express powiadomił Hannon o obciążeniu karty kwotą 4500 dolarów przez firmę WHOP, która nie ma związku z przewoźnikiem. Bank wcześniej uznał transakcję za podejrzaną i jej nie zaakceptował, więc poszkodowana uniknęła straty.

Nie każdy ma tyle szczęścia. Autorka zaznacza, że banki i wydawcy kart czasem pokrywają straty z dobrej woli, ale zdarza się to coraz rzadziej.

Odpowiedź Google

Rzeczniczka Google przekazała, że zabezpieczenia antyspamowe są bardzo skuteczne, działają całą dobę, a oszuści są usuwani, gdy tylko zostaną wykryci lub zgłoszeni. Wskazane przez autorkę strony zostały usunięte. Według niej przestępcy szybko jednak włamywali się na kolejne witryny, m.in. miejskie, i wracali do podsumowań AI dla tych samych fraz.

Co to oznacza dla czytelników w Polsce

Opisane przypadki dotyczą głównie rynku amerykańskiego, ale mechanizm nie zna granic. Wyszukiwarka i funkcje AI działają podobnie w Polsce i w całej UE, a przewoźnicy, z których usług korzystamy, są międzynarodowi. Nie ma powodu sądzić, że Polacy są na to odporni, choć w artykule nie podano konkretnych przykładów z naszego regionu.

W praktyce warto trzymać się kilku zasad:

  • Kontakt szukaj w źródle: numer sprawdzaj w potwierdzeniu rezerwacji, w oficjalnej aplikacji lub na stronie wpisanej ręcznie w przeglądarce, a nie w podsumowaniu wyszukiwarki.
  • Uważaj na „tajne” skróty: rady w rodzaju „poproś o agenta drugiego poziomu” to sygnał ostrzegawczy.
  • Nie podpisuj formularzy z karty: prośba o autoryzację płatności przez telefon i e-mail powinna wzbudzić podejrzenia.
  • Reaguj od razu: jeśli podałeś dane karty, natychmiast skontaktuj się z bankiem i zastrzeż kartę.

Źródło: The Points Guy – „The surprising new way scammers are fooling Google and cheating travelers out of thousands of dollars”

pisane-slowem.pl stworzwnetrze.com.pl signwise.pl